niedziela, 23 stycznia 2022

Zmarła Barbara Krafftówna

Dziś w wieku 93 lat zmarła aktorka Barbara Krafftówna. Chociaż przyznam, że nie znam dobrze jej ról (była jednak bardzo znana, a w 2006 r. otrzymała Złoty Medal Gloria Artis), jest coś w jej twórczości, co mnie zaciekawiło przed kilkoma laty. I ma związek z Krainą Czarów, więc znajdzie się na tym blogu.


W 2016 r. ukazała się książka Krafftówna w krainie czarów, autobiograficzna rozmowa aktorki z Remigiuszem Grzelą. Z kolei w 2021 r. premierę miał film dokumentalny o tym samym tytule, wyreżyserwany przez Macieja Kowalewskiego i Piotra Konstantinowa. Jako autor wywiadów i scenariusza znów pojawia się też Remigiusz Grzela. 

Krafftówna w krainie czarów / An actress in wonderland (2021)

Jest też najważniejszy aspekt alicjowy. Barbara Krafftówna zagrała rolę Alicji w spektaklu Alicja z 2008 r. na podstawie książek Carrolla (reżyserował Paweł Miśkiewicz). Jest to produkcja Teatru Dramatycznego im. Gustawa Holoubka w Warszawie. Teksty zaczerpnięto z tłumaczeń  powieści stworzonych przez Macieja Słomczyńskiego. 

źródło: Encyklopedia Teatru Polskiego

Barbara Krafftówna jako Alicja
fot. J. Zamoyski, źródło: Encyklopedia Teatru Polskiego

To nieodżałowana strata dla polskiego teatru i kinematografii.

Źródła:
Spektakl Alicja (2008) w Encyklopedii Teatru Polskiego

Krafftówna w krainie czarów na LubimyCzytać.pl

Krafftówna w krainie czarów (2021) na FilmPolski.pl

Krafftówna w krainie czarów (2021) na Filmweb.pl

H.S.







poniedziałek, 27 grudnia 2021

150-lecie „Po drugiej stronie lustra”

 Dzień 27 grudnia uznawany jest za datę publikacji drugiej opowieści o Alicji pióra Lewisa Carrolla. W 1871 roku ukazała się książka „Through the Looking-Glass”, czyli właśnie „Po drugiej stronie lustra”. W rzeczywistości data dzienna nie jest tak naprawdę znana; wiadomo, że chodzi o grudzień 1871, książka datowana była od razu na rok 1872, ale chociaż w wielu miejscach wskazywany jest dzień 27 grudnia, to jednak egzemplarze były dostępne dla kupujących już od 14 grudnia. Pierwszy wydruk miał miejsce 18 listopada 1871. 

Nie wchodząc szczegółowo w zawirowania związane z dokładną rocznicą, jedno jest pewne - „Po drugiej stornie lustra” wreszcie ma swoje 150-lecie. Taką samą rocznicę ukazania się w druku „Alicji w Krainie Czarów” świat obchodził w 2015 roku. Jednak o ile tamto wydarzenie było dosyć huczne i odnotowane przez wiele gazet czy witryn internetowych (nie wspominając też o telewizji), znacznie mniej osób wydaje się być zainteresowanych jubileuszem sequela. 

Dlaczego tak jest? 

Z pewnością to odbicie (lustrzane klimaty...) stanu rzeczy. Książka z Krainą Czarów w roli głównej zyskała większą popularność. Nie pomaga w tym wiele adaptacji czy innych przedstawień akcji książki/książek, które Krainę Czarów łączą z motywami z krainy po drugiej stornie lustra. Nawet taki słynny film Disneya z 1951 roku wydaje się być adaptacją pierwszej części - w rzeczywistości zawiera też postacie czy motywy z tej drugiej opowieści, co jest oczywiste dla każdego znającego oryginalne powieści (czy ich tłumaczenia). 

Alicja wraz z Białą i Czerwoną Królową; il. John Tenniel


Druga powieść wydaje się być nieco bardziej melancholijna niż pierwsza (przed jej powstaniem zmarł ojciec Carrolla, co czasami jest łączone z tym faktem - sam pisarz opisywał jego śmierć jako bardzo dużą stratę w swoim życiu). Jest też inna rzecz, która nadaje jej odmienny ton od bardziej chaotycznej Krainy Czarów; w jakimś stopniu struktura tej historii naśladuje grę w szachy. Sama Alicja staje się pionkiem próbującym dotrzeć do ósmego kwadratu, gdzie ma spełnić się jej życzenie zostania królową. Byłam bardzo zaskoczona, gdy dowiedziałam się pewnego dnia, że nie jest to pomysł fabularny wymyślony zupełnie z niczego przez Carrolla, ale oparty na prawdziwej zasadzie. Chodzi o tzw. promocję w szachach, gdzie pionek naprawdę może zyskać taką rangę. 
Mimo pewnych różnic obie powieści są moim zdaniem tak samo dobre i warte uwagi. Jednak późniejsze stworzenie drugiej części mogło działać nieco na jej niekorzyść. W polskich realiach na pewno wydaje się też (i jestem przekonana, że to też problem wielu innych państw), że ta książka jest znacznie rzadziej tłumaczona niż jej poprzedniczka. 

To właśnie stąd pochodzą różne motywy tak rozpracowane za pomocą pewnych niedokładnych adaptacji - kulturowe nieurodziny (mówi o nich Humpty Dumpty - a nie Kapelusznik!), wiara w sześć niemożliwych rzeczy przed śniadaniem, Mors i Cieśla polujący na ostrygi... 

Na 150. rocznicę wydania wypadałoby więc życzyć, by „Po drugiej stronie lustra” zyskało należną mu uwagę. Może dzięki temu będziemy mogli lepiej zrozumieć dzieła Carrolla. Chociaż - czy nonsens w ogóle jest do tego, by go rozumieć? :)

Alicja i Biały Rycerz spadający z konia; il. Ralph Steadman


sobota, 27 listopada 2021

Najbliższe sercu wydania

Mijają dzisiaj równo dwa lata od dnia, w którym w jednym z antykwariatów mojego miasta zakupiłam wydania powieści o Alicji w tłumaczeniu Macieja Słomczyńskiego. Było chłodne listopadowe popołudnie, a ja oczekując na pewne spotkanie, postanowiłam wybrać się do znanego mi antykwariatu. Zapytałam o to konkretne wydanie - pamiętam, że szukałam go w tym samym miejscu już wcześniej, ale wówczas bezskutecznie. Na szczęście 27 listopada 2019 odnalazłam upragnione książki. Co prawda nie jest to podwójne, zielone wydanie jakie czytałam w dzieciństwie (ma grafikę taką jak Przygody Alicji w Krainie Czarów i jej opis z tylnej okładki), ale to i tak był pamiętny dzień. Wreszcie zyskałam egzemplarze książek, które tak długo chciałam mieć w polskiej wersji.

Właśnie tak się prezentują:
 


Z uwagi na to, że jest to wersja jaką poznałam w dzieciństwie, są mi naprawdę bardzo bliskie. Moja kolekcja powoli się powiększa, ale chyba każdy, kto zbiera wydania Alicji (czy też jakiejkolwiek innej, szczególnej dla kogoś książki) ma pewne rozgraniczenia. Podejrzewam, że mogą np. dzielić wydania na te zakupione z uwagi na przyciągające ilustracje/ciekawą szatę graficzną czy też inne interesujące aspekty, ale wielu kolekcjonerów musi mieć też wybrane wydania, które są dla nich szczególnie ważne z jakiegoś powodu. 

*
Tymczasem zapowiadam jeszcze, że właśnie zaczęłam czytać Alicję od Wydawnictwa Mg, o której pisałam wcześniej. Recenzja tego wydania (tłumaczenie Antoniego Marianowicza) będzie zamieszczona na blogu w nadchodzących tygodniach. 
.


czwartek, 4 listopada 2021

Lustrzany dzień

 Właśnie 4 listopada przypada dzień akcji drugiej książki o przygodach Alicji, czyli Po drugiej stronie lustra. Skąd ta data? W pierwszym rozdziale Alicja mówi do swojego kotka, że za oknem są chłopcy znoszący gałęzie do rozpalenia ogniska następnego dnia. Łączy się z obchodami Dnia Guya Fawkesa - upamięta wykrycie i udaremnienie zamachu na życie króla. 

autorka: Emma Block


Źródło:

https://www.alice-in-wonderland.net/blog/2015/11/its-looking-glass-day/

H.S.


niedziela, 3 października 2021

Nadchodzące alicjowe publikacje!

 Dawno nie dodawałam tu nic nowego, a powinnam. Dzisiaj jednak muszę się podzielić ciekawymi rzeczami, które sama odkryłam zaledwie w tym tygodniu. Zbliża się premiera dwóch książek, które z pewnością przyciągną fanów Alicji.


Liz Braswell
NieUrodziny

NieUrodziny autorstwa Liz Braswell to powieść z cyklu Mroczne Opowieści z uniwersum Disneya. Mieści się w tradycji retellingu czyli tzw. opowiedzenia na nowo znanych historii. Przykładem retellingu w pewnym sensie jest np. Alicja w Krainie Czarów wyreżyserowana przez Tima Burtona, ale równie dobrze mogłaby być retellingiem historia, w której współczesna bohaterka będąca w pewien sposób odpowiednikiem Alicji przeżywa przygody nawiązujące za pomocą nazw czy symboli do oryginalnych książek. Retellingiem może również być zmiana konwencji pierwotnej opowieści na inny gatunek - horror, SF, cokolwiek - czy wspomniana przeze mnie zabawa otoczeniem i postaciami. 
Chcąc poznać, jaki będzie retelling tej Alicji, wkrótce już dostępny w Polsce, zajrzyjmy do opisu:

„NieUrodziny” – pierwsza powieść z serii „Mroczne Opowieści” – to na nowo opowiedziana historia o Alicji w Krainie Czarów. 

Alicja różni się od innych osiemnastoletnich mieszkanek Kexfordu z czasów wiktoriańskich – woli zgłębiać tajniki fotografii, niż uczestniczyć w nudnych popołudniowych herbatkach. Pewnego dnia, gdy dziewczyna wywołuje najnowsze zdjęcia swych sąsiadów, zamiast nich na negatywach pojawiają się dziwnie znajome postacie. Jest w nich jednak coś niepokojącego… Alicja wraca do Krainy Czarów, by obalić okrutne rządy Królowej Kier i odnaleźć swoje miejsce w obydwu światach: tym magicznym i tym rzeczywistym. Czy jej się to uda i czy zdąży, zanim skończy się Czas? 

Opis pochodzi od wydawcy (Wydawnictwo Oleksiejuk), ja znalazłam go na stronie Empika

Jestem fanatyczką Alicji w Krainie Czarów i można sobie wyobrazić jak się ucieszyłam widząc, że już 15 października nadchodzi premiera polskiego wydania tej powieści. Wersji angielskiej nie czytałam, chociaż zamierzam to zrobić w przyszłości. O tytule jednak już słyszałam. Powieść jest dość nowa, wydana dopiero w 2020 roku - to miłe, że już rok później pojawia się polskie tłumaczenie. 

Dla porównania okładka oryginalna:
źródło grafiki: Goodreads

Obie okładki nawiązują elementami do przedstawień z klasycznej animacji z 1951 roku. Szczególnie dużo ma ich polska okładka (bardzo stylowa), która ma w końcu więcej widocznych na nich postaci - po prostu kształty bohaterów filmu i przedmiotów zamienione na proste, różowe sylwetki. Wersja oryginalna podkreśla, skrytą częściowo w cieniu, postać Królowej Kier - z tego samego filmu. Fabuła dotycząca powrotu do Krainy i obalenia tyranii przypominają mi jednak film Burtona, a nawet jego sequel z 2016 roku. W nawiązaniu do sequelu chodzi mi o walkę z Czasem przez duże C. Oczywiście, czas/Czas to też jeden z ważnych motywów w oryginalnych książkach... Każdy, kto jednak widział nowy film (Alicja po drugiej stronie lustra) wie, że w tej ekranizacji zyskał zupełnie nowe znaczenie. Czy mam się więc spodziewać również historii zahaczającej o najnowsze ekranizacje/retellingi czy jest to prostu koncept Liz Braswell, łączący zagrożenie z dobrze znaną problematyką? Przeczytam, zobaczę. 

źródło grafiki: Empik

A te barwione brzegi!...

Teraz czas na powrót do przyszłości przeszłości, a nawet bardzo dalekiej przeszłości. Zaoferuje nam go Wydawnictwo Mg wraz z nowym wydaniem kultowej powieści, lecz w bardzo starym tłumaczeniu Antoniego Marianowicza. Premiera już 27 października. 
źródło grafiki: Empik

Opis od wydawcy, ponownie znaleziony na stronie sklepu:

Książka dla wspólnej lektury wszystkich pokoleń – każdy znajdzie tu swoje własne odczytanie i swoje własne oczarowanie. 

Baśniowa opowieść o przygodach Alicji w Krainie Czarów powstała w gorące lipcowe popołudnie 1862 roku, kiedy to podczas przejażdżki łódką po Tamizie Lewis Carroll, wykładowca matematyki w Oxfordzie i autor poważnych książek matematycznych, opowiedział ją małej Alicji i jej dwóm siostrom. I właśnie ta opowieść, a nie prace naukowe, przyniosła pisarzowi światową sławę. Zachęcony ogromnym powodzeniem książki Carroll kilka lat później napisał drugą część opowieści pt. Alicja po drugiej stronie lustra. 

Alicja w Krainie Czarów jest utworem szczególnym. Nie przedstawia świata takim, jakim go widzimy na co dzień, lecz ukazuje go we śnie bohaterki, a snem, jak dobrze wiecie, rządzą odmienne prawa. Toteż w książce znane fragmenty rzeczywistości układają się w całkiem nowe, często nonsensowne całości, a postaci prawdziwe, przemieszane z fantastycznymi, wyglądają i zachowują się inaczej niż w życiu.
I jeszcze jedna uwaga: Alicja w Krainie Czarów należy do tych książek, do których warto wracać. Raz odczytacie ją jako dziwną baśń, pełną niezwykłych, zaskakujących wydarzeń, ale przy kolejnej lekturze ukaże się wam wiele nowych treści. Każdego jednak czytelnika zawsze zdumiewać będzie bogactwo fantazji i pomysłowości autora, każdy też podda się urokowi jego niepowtarzalnego humoru. 

Humoru cudownie oddanego przez Antoniego Marianowicza, bo to właśnie z jego tłumaczenia zdania z Alicji w Krainie Czarów na zawsze zamieszkały w naszym języku. Niekiedy powtarzamy je, nie pamiętając, gdzie bije źródło tych purnonsensowych żartów.

Kilka dni temu znajdując to miłe dla oka wydanie, zanim jeszcze przeczytałam opis, zaczęłam się zastanawiać, jakie to będzie tłumaczenie i jakie ilustracje. Już wiem, że wykorzystano wersję Antoniego Marianowicza (1923-2003; właściwie Kazimierz Jerzy Berman), wciąż jednak zastanawiam się nad ilustracjami. Napis z okładki głosi WYDANIE ILUSTROWANE, ale przez kogo? Królik z okładki sugerowałby Tenniela (zdecydowanie najczęstsze ilustracje do Alicji). Przypomniałam sobie jednak, że gdy kilka miesięcy temu kupiłam Tajemniczy ogród F. H. Burnett (skuszona ilustracjami, jakich nigdy wcześniej nie widziałam) zauważyłam, że to wydanie łączyło prace dwójki ilustratorów. Jak będzie z Alicją? Opis nie zawiera takich informacji, więc zapewne dopiero przeglądanie książki w sklepie albo kupienie egzemplarza pozwoli odpowiedzieć na to pytanie. 
Widząc nazwisko Marianowicza, przypomniałam sobie, że jego tłumaczenie jest jednym ze starszych - po raz pierwszy opublikowane w 1955 roku. Był to trzeci w historii polski przekład. Jestem osobą, która cały czas skupia się właściwie na Słomczyńskim (1965 rok), ale wersję Marianowicza znałam z różnych fragmentów, jakie widziałam gdzieniegdzie czy dzięki (bardzo zjadliwym) komentarzom Roberta Stillera, innego tłumacza. Wygląda też chyba na to, że Wydawnictwo Mg ma pewne upodobanie do starych tłumaczeń - odkryłam to zaskoczona językiem Tajemniczego ogrodu i porównując go z inną wersją, jaką czytałam w dzieciństwie. Widząc, że ostatnio wydają różne klasyki literatury, być może to celowy zabieg - a może próba przybliżenia nieco mniej popularnych wersji? 

Nagle uderza mnie nowe wspomnienie. Przeglądam sobie sekcję o polskich tłumaczeniach w Wikipedii i widzę, że to Marianowicz nazwał Gryfa Smokiem. Po raz pierwszy ta różnica wprawiła mnie w konsternację, gdy jako uczennica podstawówki pisałam test ze znajomości powieści. Było to dlatego, że Alicję... przeczytałam w ramach Maratonu Czytelniczego. W bibliotece znalazłam wydanie z tłumaczeniem Słomczyńskiego, tymczasem ktoś, kto przygotowywał test, opierał go na wersji według Marianowicza. 

Faktem, o którym rzadko kiedy myślę, jest też to, że prawdopodobnie dzięki Marianowiczowi w Polsce upowszechniło się nazywanie jednej z postaci Szalonym Kapelusznikiem. W oryginale to po prostu Hatter (Kapelusznik) - Carroll nigdy nie nazwał go "szalonym". Dla kontrastu jednak Kot z Cheshire (albo, według Marianowicza - Kot Dziwak z Cheshire) nazywa zarówno Kapelusznika jak i Marcowego Zająca szalonymi. Po chwili dodaje, że w tej krainie wszyscy są zwariowani. W książce ani razu nie pada para słów "Mad Hatter", jest to zapewnie jedynie wytwór późniejszych publikacji - oczywiście nie wydań książki, ale raczej wszelkich komentarzy na jej temat czy interpretacji. W sferze polskojęzycznej tę kombinację zawdzięczamy zaś Antoniemu Marianowiczowi. Tak więc chociaż dzisiaj ten tłumacz może być dla wielu zapomniany, miał swój wkład w postrzeganie Alicji... w Polsce.




poniedziałek, 26 lipca 2021

70 lat disneyowskiej Alicji

 Trudno mi samej w to uwierzyć, ale klasyczny film Disneya Alicja w Krainie Czarów kończy dziś całe 70 lat! Jego premiera miała miejsce 26 lipca 1951. 



Znaczenie tej ekranizacji w sferze animacji ze studia Disneya oraz dzieł opartych na oryginalnych powieściach jest z pewnością ogromne. Do dziś rozglądając się po internecie, ale nie tylko, można zauważyć mnóstwo przedstawień Krainy Czarów i jej postaci, które wiele czerpią z tej wizji. 
Chociaż film zyskał niezwykłą popularność, nie jest jednak wiernym odwzorowaniem książek, co jak mam nadzieję, zauważy każdy fan. Fabuła łączy w sobie wątki z Alicji w Krainie Czarów oraz Po drugiej stronie lustra - stąd mamy np. postacie bliźniaków znanych z tej drugiej opowieści czy też Morsa i Cieślę. Nie uwzględniono też wszystkich fragmentów Krainy Czarów - w miarę im więcej ekranizacji poznaję, tym bardziej widzę, jak jest to powszechne. Mimo to każda z tych książek okazuje się tak pełna zwariowanych scen i odniesień, że czasem z pewnością trudno je wszystkie uwzględnić. 

Głosem głównej bohaterki w oryginale była Kathryn Beaumont. Udział jej oraz innych aktorów był także potrzebny do stworzenia animacji opartych o zdjęcia i nagrania prawdziwych osób. 

W polskiej wersji językowej głosu Alicji użyczyła Barbara Rylska. Ciekawostka - Roman Wilhemi dubbingował Pana Gąsienicę. 


Jedna z najbradziej pamiętnych dla mnie scen.

Film z 1951 roku był moim pierwszym zetknięciem z adaptacją książek Carrolla (którego nazwisko zapisano w napisach początkowych z literówką jako Carrol). Wywarł na mnie chyba duże wrażenie i mam niejasne wspomnienia, że chciałam go oglądać wiele razy. Jest w nim na pewno coś uroczego i łatwego do zapamiętania; wielość kolorów, niesamowite kreacje niektórych postaci (jak mówiące kwiaty!). Chociaż i dla mnie film poprzedził znajomość książek (było to w końcu w moim wczesnym dzieciństwie), nie sądzę, aby mógł dla kogokolwiek je zastąpić. Jednak dla każdej osoby zaintersowanej wersjami Alicji - seans na pewno obowiązkowy.